Zima 2010/2011 w mojej hodowli

Do menu głównego

Zima minęła podobnie jak rok wcześniej - temperatura w pokoju wahała się między 10 a 16 stopniami, przyjmując nieco wyższe wartości w przypadku wody akwariowej. Wszystkie zwierzaki doskonale przeszły przez owo "zimowanie". Pierwsze mnożyć zaczęły się traszki chińskie, i składają skrzek od środka stycznia po dzisiaj (4.03.2012). Tym razem skrzek wrzucam do uprzednio przygotowanych "dzikich akwariów", w które są jednocześnie hodowlami tubifeksu i kiełży meksykańskich.


Od znajomego z Belgii dostałem też trochę traszek. Niewiele z nich było dla mnie, a pozostałe były dla znajomych, zaś ze względu na panujące ówczas ostre mrozy, musiałem przez pewien czas trzymać te traszki w domu. Najbardziej efektowne były chyba traszki naddunajskie (Triturus dobrogicus), które już pojechały do kolegi. Samice nawet złożyły kilka niezapłodnionych jaj na moczarce, którą wrzuciłem do ich pudełka.


Z kolei moje traszki alpejskie (Triturus carnifex), nie będąc jeszcze nawet rok od wyklucia, zaczęły się rozmnażać, zdaje się, ze po restarcie ich akwarium i paru dniach spędzonych na lądzie, samicy bardziej się zachciało, gdyż zaczęła wkrótce składać jaja, które wyglądają na zapłodnione. Na świeżym, jasnym podłożu obie traszki pięknie się wybarwiają. Kolory na zdjęciu wcale nie są zafałszowane. Na fotkach udało mi się uwiecznić typowy dla traszek z rodzaju Triturus taniec godowy- samiec, robiąc "koci grzbiet", staje na przednich łapkach i faluje ogonem w kierunku samicy, wygląda to bardzo ciekawie.


Najważniejsze tej zimy było chyba przybycie do mojej hodowli dwóch pięknych samic Paramesotriton chinensis. Dostałem trzy, ale biorąc pod uwagę niewielkie rozmiary pojemnika, które mam dla tych traszek, jedną z samic oraz drugiego samca odesłałęm do mojego kolegi Woto, gdzie również świetnie się chowają we dwójkę. Jedna z samic, które sobie zatrzymałem, jest ogromna - ma 17 cm długości i do tego "z twarzy" przypomina Amfitrytę, samicę traszki hongkondzkiej (Paramesotriton hongkongensis), którą hodowałem przed laty. Różnią się głównie barwami (oliwkowoszary a nie brązowy) oraz o wiele bardziej brodawkowatą skórą u samicy P. chinensis. Na razie nie znalazłem żadnych jaj, ale samiec regularnie zaleca się do samic, a czasem jedną z nich gryzie, nie martwię się szczególnie, bo to naturalne zachowanie u tych traszek. Pewnie chce jej udowodnić swoją siłę, albo mści się za bycie ignorowanym ;)


Pierwsze pokolenie raków marmurkowych (Procambarus fallax f. virginalis) "skończyło się". Większość zginęła pożarta przez młodego aksolotla, który już wrócił do "korzeni", czyli do akwarium Tomka, inne po podrośnięciu zostały skarmione większym traszkom, reszta zaś trafiła jako "zasiew" do akwariów moich znajomych. Raki dobrze chowały się w hodowli kiełży meksykańskich, skąd co prawda trudno było je wygrzebać, a już w ogóle oszacować ich rozmiary, bo w gąszczu zdrojka świetnie się kryły. Obecnie już kolejny miot małych raków opuszcza schronienie na tylnych odnóżach samicy.




Do góry