Polskie płazy

Do menu głównego

Płazy na całym świecie nie mają dzisiaj łatwego życia. W Polsce też. Niszczone jest ich środowisko - stawy na przedmieściach są pochłaniane przez rozwijające się osiedla i zmieniają się w oczka wodne przy placykach zabawa, inne są zasypywane śmieciami, jeszcze inne, ukryte w lasach - sztucznie zarybiane. Traszki są pożerane przez drapieżne ryby, żaby i ropuchy zabijane przez koty i psy, kijanki i larwy traszek również kończą zjedzone przez ryby, wprowadzane do dawniej "rządzonych" przez płazy zbiorników wodnych. Podczas wiosennych wędrówek do miejsc rozrodu tysiące żab, ropuch i traszek ginie pod kołami samochodów, kiedy próbują przekroczyć drogi. Niegdyś zalewane na wiosnę łąki pełne były rechoczących głośno żab trawnych (Rana temporaria) i moczarowych (Rana arvalis)- dziś takich miejsc jest niewiele. Łąki są osuszane, żaby nie mają gdzie się rozmnażać, lub te okresowe zbiorniki wodne wysychają, zanim kijanki zdążą się przeobrazić w młode żabki. W pewnej miejscowośc letniskowej, do której przyjeżdżam od najmłodszych lat, kiedyś znajdowałem żaby w prawie każdym miejscu. Wyskakiwały spod nóg co krok, a wiosną na łąkach mnożyły się jak szalone. Tak samo było z żabami wodnymi z pobliskiego jeziora. Znajdowałem ich dziesiątki. Dzisiaj nie znajduję żadnych. Wszystkie, które ocalały, przeniosły się na niedostępne bagna, gdzie nie ma samochodów, rolników ani śmieci. W jeziorze ani na łące nie znajduję już żadnych. Często płazy na czas rozrodu wchodzą do oczek wodnych, gdzie jednak też nie jest im łatwo - larwy i kijanki są bowiem często zjadane przez ryby a niektórzy właściciele stawów (na szczęście tacy są w mniejszości) wierzą w mity na temat tych pożytecznych w ogrodzie zwierząt (żaby, których samce w okresie godowym łapią w ampleksus wszystko, co się rusza, miałyby rzekomo "zaduszać" karpie i karasie na śmierć) i wyrzucają ich skrzek na śmietnik, przyczyniając się do ich zagłady. W rzeczywistości zwierzęta te, mieszkając w ogrodzie, zjadają różne szkodniki, takie jak ślimaki czy stonki. Nigdy nie jedzą roślin, więc nie są w stanie niszczyć roślin, a kijanki ropuch i żab żywią się glonami - organizmami zwykle niepożądanymi w ogrodowym stawiku. Tępienie ich jest więc po pierwsze łamaniem prawa, bowiem wszystkie polskie płazy znajdują się pod całkowitą ochroną gatunkową (również żaby wodne - po zmianie ustawy nie są chronione wyłącznie w sezonie godowym, a przez cały rok), po drugie bezmyślnym okrucieństwem.
Kolejnym problemem jest nielegalny odłów płazów, w większości przypadków przez osoby nieodpowiedzialne i nie mające bladego pojęcia na temat łapanych zwierząt. Traszki zwyczajne (Lissotriton vulgaris) zabrane z naturalnego środowiska trafiają najczęściej do akwariów z rybkami, gdzie woda jest dla nich kilkakrotnie za ciepła a dookoła pływa pełno ryb. W takich warunkach traszki zwykle próbują uciec (i zwykle im się to udaje, następnie zwykle giną, ponieważ w domu jest zbyt sucho), lub zaczynają chorować, tracą apetyt, chudną. Jest to tylko samolubne przyczynianie się do zagłady tych zwierząt. Niestety nasze prawo poza hodowlą złapanych osobników (słuszną rzecz jasna) zabrania również hodowania wszystkich innych przedstawicieli gatunków krajowych, dlatego nawet, jeśli przywieziemy sobie z giełdy w Niemczech urodzone w niewoli, z papierami CB salamandry, to ciągle będą one nielegalne. Teoretycznie można uzyskać pozwolenie Ministerstwa Środowiska na chów gatunków chronionych, jednak jest ono płatne, wyjątkowo trudne do zdobycia i wydawane wyłącznie pracownikom naukowym. Dobra strona jest taka, że w pewnym sensie mamy zagraniczne zamienniki naszych polskich traszek - najłatwiej będzie miłośnikom traszek grzebieniastych (Triturus cristatus), bowiem w Europie bardzo popularne są inne ich gatunki - szczególnie traszka naddunajska (Triturus dobrogicus), ale także traszka alpejska (Triturus carnifex) zwanej również za sprawą pani Joanny Mazgajskiej, "traszką bladoskórą" oraz traszka turecka (Triturus karelinii). Ich cena zwykle nie przekracza 10 euro za młodą traszkę (i zawsze są to osobniki urodzone w niewoli!). Traszkę karpacką lub zwyczajną (tą drugą już trudniej) można "zastąpić" innymi gatunkami z rodzaju Lissotriton - traszkami: iberyjską (Lissotriton boscai), helwecką (Lissotriton helveticus) oraz włoską (Lissotriton italicus). Niestety traszka górska (Ichtyosaura alpestris) jest "jedyna w swoim rodzaju" i nikt z jej licznych podgatunków nie wydzielił osobnego gatunku, dlatego też nie można hodować nic podobnego. Ważne jest też, by mimo prawnego zakazu nie próbować "wspierać" lokalnych populacji traszek poprzez wypuszczanie do natury zakupionych CB osobników - jest to nieodpowiednie zachowanie, wpływające negatywnie na pulę genetyczną lokalnej populacji traszek - traszki z hodowli są słabsze od urodzonych w naturze.
Dlatego też lepiej jest zadbać o ochronę rodzimych gatunków płazów w ich naturalnym środowisku, gdzie możemy je obserwować, w domowej hodowli utrzymując gatunki egzotyczne. Naprawdę nieprzyjemnie jest łazić po górach/lesie w poszukiwaniu płazów i znaleźć kilka traszek i żab, a następnie od starszych znajomych usłyszęć, że kiedyś stawy były wypełnione żabami a traszki godowały w każdym przydrożnym rowie i większej kałuży. Nie przyczyniajmy się do pogłębiania tej różnicy.
Podczas wędrówek w poszukiwaniu płazów (po angielsku takie wyprawy, dotyczy to gadów i płazów, noszą nazwę herpingu) można łapać płazy w celu robienia im zdjęć lub zmierzenia ich, czy tym podobne rzeczy, nie ma w tym nic złego, dopóki zwierzakom nie dzieje się przy tym krzywda i trafiają z powrotem w miejsca, gdzie je złapano. Jak widać na zdjęciach: ropucha na ręce została znaleziona podczas nocnych poszukiwań w górach, a dwie larwy (mniejsza to larwa traszki karpackiej, większa - salamandry plamistej) zostały złowione w strumyku i umieszczone w plastikowym pojemniku z wodą w celu zrobienia zdjęc, a następnie wypuszczone. Samiec traszki górskiej na ostatniej fotce również został wyciągnięty z wody w tym samym celu, po czym trafił z powrotem do swojej zabłoconej kałuży.

Do góry