Jesień 2010 w mojej hodowli

Do menu głównego

Jesienią temperatury znów zaczęły spadać i skończyły się te nieznośne upały, wręcz przeciwnie - pod koniec listopada zaczęły się mrozy i opady śniegu, zaczynając szablonową wręcz zimę. Temperatury w pokoju wahają się między 14 a 18 stopniami, z wyjątkiem przypadków, gdy zaproszenie gości wymagało podgrzania pokoju do temperatur akceptowanych przez normalnych ludzi.


Skorupiaki, czyli zwierzątka które darzę sympatią mają się bardzo dobrze, choć projekt hodowli ośliczek jak na razie nie przynosi efektów, za to w dwóch akwariach roślinnych nastąpił wysyp jakiegoś gatunku wioślarek, które większość czasu spędzają przyczepione do szyb lub roślin, ewentualnie wiszą pod powierzchnią wody, z rzadka szybko przepływając z miejsca na miejsce.
Wrzucam też zdjęcie-dowód dla wszystkich, którzy myślą, że krewetki Red mogą żyć tylko w temperaturach powyżej 20 stopni - moje doskonale mają się i mnożą nawet przy czternastu!


Od października mieszkała u mnie czwórka tegorocznych młodych traszek hongkondzkich (1 zdjęcie) z belgijskiej hodowli. Próby chowu w wodzie zakończyły się śmiercią dwóch zwierząt, więc pozostałe dwa zwierzaki mieszkają już w typowo lądowych warunkach, żywiąc się wazonkowcami i skoczogonkami. Wszystkie traszki riukiańskie (2 zdjęcie) już się przeobraziły i z wyjątkiem dwóch pojechały do nowych właścicieli w Europie. Było ich bardzo niewiele, w tym roku mam zamiar odchować ich większą ilość. O ile dorosłym osobnikom dopisze humor.


Grupa dorosłych traszek riukiańskich wzbogaciła się o nowych członków, samczyka Charliego i samicę Mirandę, również przybyłych z Zachodu, a konkretniej z Holandii. Aby uniknąć kolejnego rozmnożenia spokrewnionych osobników, "skrzyżowałem" traszki ze sobą - Miranda trafiła z Nitagerem do zbiornika wcześniej zamieszkanego przez traszki chińskie, zaś Charlie zamieszkał z Tali w pierwszym akwarium dla traszek riukiańskich. Pod koniec października cała czwórka spędziła dwa tygodnie w warunkach lądowych przy temperaturze 16oC, co symulowało zimowanie, następnie zostały wpuszczone do zwykłych akwariów. Widywane zachowania godowe jak na razie nie przyniosły efektów w postaci skrzeku.


Po przybyciu Mirandy i Charliego, rodzinka traszek chińskich musiała przenieść się do mniejszego lokum na moim biurku, gdzie pierwszy raz od ponad roku mają dostęp do wygodnej części lądowej. Jako, że ich zbiornik stoi najbliżej okna, temperatura wody w akwarium spada do 13-14 stopni, co nie przeszkadza jezierzy sukcesywnie zarastać zbiornika. Na skrzek traszek chińskich liczę wczesną wiosną, kiedy temperatury się podniosą.



Do góry